”A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? Którędy?) –
Ulica zdradzonego dzieciństwa,
Ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej, taki znajomy –
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie –
Stoi dom jak inne domy,
Dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: Gdzieś pan był tyle lat?
Wędrowałem przez głupi świat…
Więc już prędko na górę po schodach
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda,
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami
I dziadkowie – wszyscy ci sami,
I brat, co miał okarynę
(Potem umarł na szkarlatynę).
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że już gwiazda wzeszła na niebie
I że czas się dzielić opłatkiem,
Więc podchodzą wszyscy do siebie,
A serca drżą uroczyście,
Jak na drzewie przy liściach liście…
Jest ciepło. Choinka płonie,
Na szczycie cherubin fruwa,
Na oknach pelargonie
Blask świeczek złotem zasnuwa,
A z kąta z ust brata płynie
Kolęda na okarynie:
Lulajże Jezuniu,
Moja perełko,
Lulaj, ulubione
Me pieścidełko…”
(lecz jak tam dojść? Którędy?) –
Ulica zdradzonego dzieciństwa,
Ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej, taki znajomy –
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie –
Stoi dom jak inne domy,
Dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: Gdzieś pan był tyle lat?
Wędrowałem przez głupi świat…
Więc już prędko na górę po schodach
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda,
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami
I dziadkowie – wszyscy ci sami,
I brat, co miał okarynę
(Potem umarł na szkarlatynę).
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że już gwiazda wzeszła na niebie
I że czas się dzielić opłatkiem,
Więc podchodzą wszyscy do siebie,
A serca drżą uroczyście,
Jak na drzewie przy liściach liście…
Jest ciepło. Choinka płonie,
Na szczycie cherubin fruwa,
Na oknach pelargonie
Blask świeczek złotem zasnuwa,
A z kąta z ust brata płynie
Kolęda na okarynie:
Lulajże Jezuniu,
Moja perełko,
Lulaj, ulubione
Me pieścidełko…”
- Mood:
ditzy
